Dziennik feministy. Reportaż z życia. Część II

No i stało się. Po napisaniu krytycznego tekstu okraszonego słowami feminizm, patriarchat, seksizm, zawrzało w konserwatywnych komentarzach. Zabolało prawicowych apologetów „swojego-miejsca-krowy-w-oborze”, że oto kolejny z rodu z ptaszkiem w herbie kala męskie gniazdo i wbija nóż w plecy swoim naturalnym, biologicznym pobratymcom.

pierwsza połowa maja

Zaczęła się żonglerka co lepszymi epitetami. Chcecie wiedzieć, czego się dowiedziałem? Że jestem palant, imbecyl, debil, kretyn, naćpany, lewacka ciota itd. itp. Nic szczególnego. Wertowałem te komentarze w te i nazad w poszukiwaniu jakiejś oryginalnej treści, błyskotliwego wypunktowania czy przenikliwej analizy, ale tu nic. Wielkie NIC rozmiaru palmy na Jerozolimskich. Palant to zespołowa gra na punkty z użyciem drewnianego kija i gumowej piłeczki. Imbecyl i debil to jednostki chorobowe opisujące upośledzenie umysłowe. Kretyn to osoba dotknięta wrodzonym zespołem niedoboru jodu. Żadnej z tych rzeczy nie mam stwierdzonej. Łącznie z palantem. Poziom jodu – w normie. Jeszcze lewacka ciota, ale w żaden sposób mi to nie ubliża. Bo owszem i lewacka, ale po pierwsze nie ciota, a po drugie, jeśli nawet, to co? Znam wiele ciot, z którymi się koleguję. Bardzo miłe osoby. Dlaczego porównanie do nich miało by mnie obrazić? To mniej więcej tak, jakbym jednemu z tych konserwatywno-narodowych krzykaczy chciał ubliżyć wyzywając go od żony, matki albo kolegi. Trzyma się to kupy? Ni cholery.

połowa maja

Czytam kolejne komentarze, tym razem nie na fejsbuku, ale na blogu. Blask wiekopomnej wiedzy i uniwersalnej mądrości, jaki z nich bije, nie pozwala mi doczytać do końca. Oślepiony osuwam się w otchłań marności. Jeden z czytelników wysyła mnie do Pakistanu, żebym tam krzewił swoje mądrości feministyczne. Że coś musiało mi się pomieszać, bo tu przecież wolna Polska, parytety i jego znajoma na stanowisku kierowniczym w kwiaciarni. Czyli można? Można! Wszystkie te brednie, jakie się wypisuje o nierównych płacach i pracach, to wyssane z palca banialuki zdesperowanych feministek, bo nie mogą żadnego faceta znaleźć. A żebym to raz słyszał, że znajoma pana Józka ma przecież swoją firmę, a koleżanka pana Waldka jest szefową w obuwniczym i żyje jak panisko. Codziennie w innych butach chodzi. Tak jej się powodzi! Niejeden chłop spogląda z zawiścią na koleżankę pana Waldka, jak se w życiu poradziła. A nic nie miała. Parę pończoch i futerko z lisa. Futerko sprzedała i kupiła pierwszą parę butów. A dalej już jakoś poszło. Do cholery! Żyjemy w kraju, gdzie kobieta nie ma prawa decydować o swoim ciele, bo żeby dokonać aborcji, musi to zrobić w podziemiu, narażając swoje życie, albo wyjechać za granicę, gdzie nie będzie traktowana jak krowa rozpłodowa, tylko jak człowiek. To ma być postępowa Polska? Kraj, w którym nie dość, że nad decyzją kobiety czuwa urzędnicza przyzwoitka, to kolejnego kopniaka sprzeda jej służba zdrowia. W obliczu możliwości skorzystania z prawa do usunięcia ciąży, kobieta zdana jest na łaskę i niełaskę jakiegoś nawiedzonego doktorka, który trzyma rączki pod kołderką klauzuli sumienia, a kącikiem ust sączy mu się strużka błękitno-żółtej moralności.

druga połowa maja

Czytam dalej księgę komentarzy. Ktoś mi zarzuca, że wypisuję brednie, bo żadne prawa reprodukcyjne kobiet nie są zagrożone. Pojawia się pytanie retoryczne, “czy ktoś zabrania im [kobietom] się pieprzyć po kątach”? No nie. Uf, ulżyło mi, czyli z prawami reprodukcyjnymi wszystko OK! Ludzie, coż to za wielkoduszny kraj, w którym pozwala się babom puszczać na lewo i prawo! A tym jeszcze mało! Ale żarty na bok. Niestety żyjemy w państwie, w którym dominuje przekonanie, że in vitro to “zamach na życie”. Niemoralny akt oddzielający prokreację od aktu małżeńskiego. A na poparcie tych tez niech świadczy życie i twórczość papieża Polaka – Jana Pawła II. Tylko co z kobietami, parami, które są niepłodne? Niech gniją w smutku z wiecznym wyrzutem sumienia? Tutaj nawet fiolka z papieską krwią nie pomoże. A co z osobami, które nie mogą mieć dzieci i są niewierzące? Co z samotnymi matkami? Od kiedy moralność katolicka ma decydować o moich aktach prokreacji? Nie zgadzam się na to. I dalej. Środowiska skrajnie katolickie na ulicy i w parlamencie lobbują za zakazem antykoncepcji, chcąc utrudnić do niej dostęp. Czy to nie jest zamach na prawa reprodukcyjne? Jest. Nie chcesz stosować in vitr, ani antykoncepcji? W porządku, twój wybór. Ale nie odbieraj mi prawa do decydowania za samego (i samą) siebie.

początek czerwca

Wszyscy już praktycznie zapomnieli o moim artykule, ale jeszcze tu i tam dochodzą do mnie strzępy światłych komentarzy, że chyba nie byłem w krajach islamskich skoro uważam, że w Polsce jest seksizm… Pewnie, nie macie co narzekać, że w rządzie korupcja, bo chyba nikt z was nie był w Albanii. Nie ma co utyskiwać nad jakością dróg, jeśli spojrzymy na Rumunię. Bieda? Jaka bieda! Bieda to jest w Mołdawii. Nie wygłupiajcie się, że w Polsce jest wyzysk. Pojedźcie sobie do Bangladeszu, to zobaczycie, co to znaczy wyzysk. Nie ma jak równać w dół. 

To, że kraje muzułmańskie seksizmem stoją, nie oznacza, że nie ma go w Polsce. Jest i ma się bardzo dobrze. Seksizm jest przezroczysty i bezdźwięczny. Zazwyczaj nie dostrzegamy go w reklamach, ulotkach, plakatach, naklejkach. Nie słyszymy go w żartach, komentarzach, piosenkach, w radiu ani w telewizji. Jesteśmy do niego przyzwyczajeni i przyzwyczajone od dziecka. Mamy zakodowane w głowach, że to “normalne” i “naturalne”, tak skonstruowany jest świat, że kobieta ma głównie do zaoferowania swój wygląd, a mężczyzna intelekt. Ale na szczęście to tylko kod kulturowy, który można zdekodować na jakiś inny, lepszy, mniej krzywdzący kobiety i mężczyzn. I nawet jeśli to “aż” kod kulturowy, to nadal świetnie nadaje się do przekodowania. Wystarczy sobie pomyśleć, czy równie łatwo jak dyskryminację ze względu na płeć przyszło by nam zignorować dyskryminację wobec osób starszych lub niepełnosprawnych.

lipiec

Nikt już nie pamięta o moim tekście prócz mnie. Czasem mi się przypomina, bo nie mogę wyjść z oszołomienia, w jakich okolicznościach przyrody przyszło mi żyć. A chociażby takich, że chłopaki i dziewczyny mi piszą, że cały ten mój feminizm i gender to nic innego jak bajer na laski… Kolesie to w sumie szanują, bo nie ważne jaki bajer, byle skuteczny. Czyli ogólnie elo, na propsie. Dziewczyny to łechce, ale głupie nie są. Wiadomo, że ściema, bo nie ma opcji, żeby koleś zczaił, o co chodzi laskom. To jeśli to nie czasy średniowiecza ani Pakistan, to gdzie my jesteśmy? W Polsce pierwszych Piastów? Przerażające, jak głęboko jesteśmy zindoktrynowani/e odrażającą normą, w której chłopak nie może stanąć po stronie dziewczyny, bo koledzy uznają go za zdrajcę i pedała. Dziewczyna nie może wczuć się w rolę chłopaka, bo zostanie brzydulą i lesbą. W jakiej wstrętnej kulturze przyszło mi żyć, gdzie dziecko jest uczone, że osoba homo- czy transseksualna to krzywda, choroba i samo zło. Na szczęście to się zmienia i coraz więcej osób rozumie, że homofobia i mizoginia to powody do ostracyzmu i napiętnowania, a macho to obciach.    

koniec lipca

Słońce. Ciepło. Idę z kolegą ulicami miasta. Kolega podziwia kształty mijanych pań. Dzieli się ze mną swoimi przemyśleniami i komentarzami. Nic nie mówię, bo obaj wiemy, że kolega szanuje wszystkie istoty, a w swoim życiu i pracy zabiega o świat wolny od dyskryminacji. A za dziewczynami ogląda się tak po prostu, “po chłopacku”, jak mi powiedział. Doskonale to rozumiem. Na raz się odzywam, zachwycając się kształtami jednego pana, którego właśnie minęliśmy. Kolega zdębiał. Wyglądał, jakby przez chwilę stracił poczucie równowagi świata. Zatrzymał się i spojrzał na mnie badawczo, jakby ten wzrok miał przywołać świat do porządku. Ja mu na to, że obejrzałem się za tamtym kolesiem tak po prostu, “po chłopacku”, i obaj wybuchnęliśmy śmiechem. Jak za chwilę spojrzałem na kolegę, to wyglądał dokładnie tak, jak świat w równowadze. 

4 thoughts on “Dziennik feministy. Reportaż z życia. Część II

  1. Panie, opanuj się Pan. Rola pierwszego feministy RP wymaga poświęceń, ale czy wymaga posuwania się do niedopowiedzeń?

    Żyjemy w kraju, gdzie kobieta nie ma prawa decydować o swoim ciele, bo żeby dokonać aborcji, musi to zrobić w podziemiu.
    Po pierwsze, nie musi w podziemiu. Po drugie, jeżeli w ciele kobiety pojawia się drugi człowiek, to kobieta nie decyduje już (tylko) o własnym ciele.

    Od kiedy moralność katolicka ma decydować o moich aktach prokreacji?
    A od kiedy decyduje? Czy Pan ma jakąś obsesję? Może okna ma Pan na plebanię i wydaje się Panu, że proboszcz z nudów obserwuje i ocenia Pańskie zabawy łóżkowe?

    Środowiska skrajnie katolickie na ulicy i w parlamencie lobbują za zakazem antykoncepcji.
    Pierwsze słyszę. Za to wiele razy słyszałem propozycje typu zakaz noszenia symboli religijnych takich jak krzyżyk.

    Mamy zakodowane w głowach, że to “normalne” i “naturalne”, tak skonstruowany jest świat, że kobieta ma głównie do zaoferowania swój wygląd, a mężczyzna intelekt.
    Z tym intelektem u nas mężczyzn to ostatnio słabo. Wygląd kobiet też schodzi na psy. W takich warunkach nietrudno o przeprogramowanie tego „kodu”…

    Przerażające, jak głęboko jesteśmy zindoktrynowani/e odrażającą normą, w której chłopak nie może stanąć po stronie dziewczyny, bo koledzy uznają go za zdrajcę i pedała.
    To najciekawsza część Pańskiej wypowiedzi. Jak świat światem faceci trzaskali się po pyskach o laski i bynajmniej nikt ich za pedałów nie uważał. Co więcej, jak głosi nauka ludowa – kobiety litują się nad przegranymi ale … sypiają ze zwycięzcami.

    W jakiej wstrętnej kulturze przyszło mi żyć, gdzie dziecko jest uczone, że osoba homo- czy transseksualna to krzywda, choroba i samo zło.
    Może w Warszawie? Nie wiem, ale chyba żyje Pan w bardzo uproszczonym środowisku. W moim widzi się szeroką perspektywę, nie tylko samego czlowieka, ale jego wpływ na pozostałych, jego wymogi, oczekiwania, a to konkretne problemy, które trzeba rozwiązać. Sam człowiek nie jest żadnym problemem.

    Dlatego proponuję panu, jako lewackiej nie-ciocie po prostu zaszczepić i podlewać w sobie odrobinę więcej optymizmu. Pozdrawiam i życzę dobrej nocy – zadeklarowany katotalib z Polski B.

  2. Dominikowi zazdroszczę tego, że nie zauważa sytuacji w Polsce, którą ja i Łukasz niestety widzimy. Przyjemniej by mi się żyło, gdybym nie natykała się prawie codziennie na wypowiedzi duchownych czy osób świeckich powołujących się na katolickie wartości, które chcą narzucić całej Polsce.
    Choćby to, że płód jest uznawany za człowieka, bo wg kościoła ma duszę. Wiem co nieco o rozwoju płodu, o tym do którego tygodnia na pewno nie odczuwa bólu (naukowcy mają hipotezę, że być może nawet do końca ciąży, bo nie tylko sam układ nerwowy wystarcza do jego odczuwania, ale to i tak nic, bo legalną aborcję przeprowadza się zanim wykształci się układ nerwowy), o tym że nie ma świadomości, i o tym jak niechciana ciąża zawsze będzie tragedią dla dziecka i dla kobiety, niezależnie czy zdecyduje się zatrzymać, czy oddać do domu dziecka. W przypadku aborcji nikt nie cierpi, ewentualnie kobieta może mieć wyrzuty sumienia, ale to decyzja dorosłej osoby. Coś, co nie miało nigdy świadomości trudno nazwać człowiekiem, płód ma taką samą świadomość parę tygodni po zapłodnieniu, jaką miała sama komórka jajowa przed zapłodnieniem.
    W sprawie antykoncepcji przypomniała mi się niedawna sprawa z zakazem edukacji seksualnej i propozycja więzienia dla rodziców dającym nieletnim prezerwatywy oraz uświadamiających.
    Jeśli wygląd kobiet schodzi na psy, to bardzo dobrze, bo człowiek nie jest ozdóbką, być może schodzi na psy kosztem tego, że kobiety wolą poświęcić czas i pieniądze na rozwój intelektu zamiast na makijaże, strojenie się, depilacje itp. Mieszkałam z przesadnie zadbanymi koleżankami w czasach studenckich, to wiem do jakich paranoi to prowadzi. 23-letnia dziewczyna z normalną ładną cerą nie poszła do najbliższego sklepu, bo nie chciało jej się tego dnia umalować.
    „Przerażające, jak głęboko jesteśmy zindoktrynowani/e odrażającą normą, w której chłopak nie może stanąć po stronie dziewczyny, bo koledzy uznają go za zdrajcę i pedała.” – z tym też się zgodzę. Myślę, że kobietom się to podoba, ale faceci oskarżą o zdradę solidarności plemników. Nie wiem jak kiedyś, ale teraz popularne wśród chłopaków jest „bros before hoes”. Tu nie chodzi o walkę o dziewczynę, tylko przyznanie racji kobiecie, w przypadku gdy mówi coś wybitnie nie po męskiej myśli, ale ma rację, i nie musi tu chodzić o pozyskanie jej względów. Faceci trzymają ze sobą, myślą, że są najmądrzejsi, a „baby są jakieś dziwne”, podczas gdy chyba oczywiste jest, że w niektórych sprawach kobiety mają rację. Oczywiście chodzi mi o stereotypowe poglądy kobiece/męskie, wiadomo, że wszystkie kobiety co do jednej nie myślą tak samo.
    „(…) nie tylko samego czlowieka, ale jego wpływ na pozostałych, jego wymogi, oczekiwania(…)” – czyli, że co, negatywny wpływ osób homo/trans na pozostałych? „Zarażają” orientacją? A może, nie daj Boże, jakieś dziecko heteroseksualne zacznie się przyjaźnić z osobami LGBT, zamiast ich opluwać! A oczekiwanie sprawiedliwego traktowania przez państwo (i społeczeństwo) to też skandal? Przede wszystkim przez prawo, ono powinno traktować wszystkich równo, nie zmienię na siłę myślenia społeczeństwa i nie każę im lubić gejów, tego nie można zagwarantować nawet w krajach, w których osoby homoseksualne biorą śluby.
    Ja osobiście staram się być optymistką, chociaż mam wrażenie, że wpływ kościoła na polityków jest coraz większy, mimo że coraz więcej Polaków od kościoła odchodzi. Ale myślę, że odwieczna tradycja nienawidzenia wszystkiego co inne będzie odchodziła w niepamięć 🙂 Coraz więcej wszelkich coming outów ateistycznych, homo/bi/trans oznacza to, że coraz więcej osób pozostałych będzie miało świadomość, że takie osoby są ich znajomymi i będą widzieć, że są to osoby normalne, że ateizm nie oznacza braku moralności, że gej nie oznacza faceta przebranego za kobietę, ani podrywającego kolegów hetero.

  3. Dominikowi zazdroszczę tego, że nie zauważa sytuacji w Polsce, którą ja i Łukasz niestety widzimy. Przyjemniej by mi się żyło, gdybym nie natykała się prawie codziennie na wypowiedzi duchownych czy osób świeckich powołujących się na katolickie wartości, które chcą narzucić całej Polsce.
    Choćby to, że płód jest uznawany za człowieka, bo wg kościoła ma duszę. Wiem co nieco o rozwoju płodu, o tym do którego tygodnia na pewno nie odczuwa bólu (naukowcy mają hipotezę, że być może nawet do końca ciąży, bo nie tylko sam układ nerwowy wystarcza do jego odczuwania, ale to i tak nic, bo legalną aborcję przeprowadza się zanim wykształci się układ nerwowy), o tym że nie ma świadomości, i o tym jak niechciana ciąża zawsze będzie tragedią dla dziecka i dla kobiety, niezależnie czy zdecyduje się zatrzymać, czy oddać do domu dziecka. W przypadku aborcji nikt nie cierpi, ewentualnie kobieta może mieć wyrzuty sumienia, ale to decyzja dorosłej osoby. Coś, co nie miało nigdy świadomości trudno nazwać człowiekiem, płód ma taką samą świadomość parę tygodni po zapłodnieniu, jaką miała sama komórka jajowa przed zapłodnieniem.
    W sprawie antykoncepcji przypomniała mi się niedawna sprawa z zakazem edukacji seksualnej i propozycja więzienia dla rodziców dającym nieletnim prezerwatywy oraz uświadamiających.
    Jeśli wygląd kobiet schodzi na psy, to bardzo dobrze, bo człowiek nie jest ozdóbką, być może schodzi na psy kosztem tego, że kobiety wolą poświęcić czas i pieniądze na rozwój intelektu zamiast na makijaże, strojenie się, depilacje itp. Mieszkałam z przesadnie zadbanymi koleżankami w czasach studenckich, to wiem do jakich paranoi to prowadzi. 23-letnia dziewczyna z normalną ładną cerą nie poszła do najbliższego sklepu, bo nie chciało jej się tego dnia umalować.
    „Przerażające, jak głęboko jesteśmy zindoktrynowani/e odrażającą normą, w której chłopak nie może stanąć po stronie dziewczyny, bo koledzy uznają go za zdrajcę i pedała.” – z tym też się zgodzę. Myślę, że kobietom się to podoba, ale faceci oskarżą o zdradę solidarności plemników. Nie wiem jak kiedyś, ale teraz popularne wśród chłopaków jest „bros before hoes”. Tu nie chodzi o walkę o dziewczynę, tylko przyznanie racji kobiecie, w przypadku gdy mówi coś wybitnie nie po męskiej myśli, ale ma rację, i nie musi tu chodzić o pozyskanie jej względów. Faceci trzymają ze sobą, myślą, że są najmądrzejsi, a „baby są jakieś dziwne”, podczas gdy chyba oczywiste jest, że w niektórych sprawach kobiety mają rację. Oczywiście chodzi mi o stereotypowe poglądy kobiece/męskie, wiadomo, że wszystkie kobiety co do jednej nie myślą tak samo.
    „(…)wpływ na pozostałych, wymogi, oczekiwania(…)” – czyli, że co, negatywny wpływ osób homo/trans na pozostałych? „Zarażają” orientacją? A może, nie daj Boże, jakieś dziecko heteroseksualne zacznie się przyjaźnić z osobami LGBT, zamiast ich opluwać! A oczekiwanie sprawiedliwego traktowania przez państwo (i społeczeństwo) to też skandal? Przede wszystkim przez prawo, ono powinno traktować wszystkich równo, nie zmienię na siłę myślenia społeczeństwa i nie każę im lubić gejów, tego nie można zagwarantować nawet w krajach, w których osoby homoseksualne biorą śluby.
    Ja osobiście staram się być optymistką, chociaż mam wrażenie, że wpływ kościoła na polityków jest coraz większy, mimo że coraz więcej Polaków od kościoła odchodzi. Ale myślę, że odwieczna tradycja nienawidzenia wszystkiego co inne będzie odchodziła w niepamięć 🙂 Coraz więcej wszelkich coming outów ateistycznych, homo/bi/trans oznacza to, że coraz więcej osób pozostałych będzie miało świadomość, że takie osoby są ich znajomymi i będą widzieć, że są to osoby normalne, że ateizm nie oznacza braku moralności, że gej nie oznacza faceta przebranego za kobietę, ani podrywającego kolegów hetero.

    • Pan Kasiu. Czy duchowny może mieć swoje zdanie na jakiś temat czy nie może? Może go wypowiadać publicznie, czy nie może? Bo mnie się coś wydaje, że chciałaby Pani wykluczyć (nawet nie duchownych) wszystkie osoby, które nie idą po Pani myśli z dyskusji. Jedne środowiska próbują przeforsować rzeczy korzystne dla siebie, inne dla siebie. To jest rzecz naturalna.
      Na rozwoju płodu się nie znam, ale argument o tym, że płód odczuwa ból lub go nie odczuwa, jest po prostu jakby mało wystarczający. Dość powiedzieć, że sama Pani pisze, że sami naukowcy nie mają tak naprawdę o tym żadnego pojęcia. I gdyby spojrzała Pani na to uczciwie, to wystarczyłoby, by jednak z taką pewnością o zerowym problemie „usuwania płodu” się nie wyrażać. „Coś” Pani napisała. Po prostu „coś”…
      W sprawie antykoncepcji i świrów, którzy uważają, że można po prostu zakazać wszystkiego pełno jest i po jednej i po drugiej stronie. Wystarczy podać przykład, że pewna brytyjska para staruszków prowadzących motel poszła z torbami, bo w ich głowach nie mieściło się, że dwóch facetów chce spać razem i nie wynajęli pokoju dwóm gejom. Powtarzam, starszych ludzi u schyłku życia. I jak nazwać piejących z zachwytu nad takimi biednymi ludźmi gejów? Powiem jak – ekstremistami (no dobrze, cisnęło mi się na usta inne słowo).
      Rozwój intelektu jest w moim przekonaniu tak samo istotny, jak dbanie o siebie. Zapewne kobiety wolą patrzeć na atrakcyjnych, czystych i schludnych mężczyzn bez brzuchów między nogami, jak i mężczyznom miło popatrzeć na eleganckie i zadbane kobiety. Dlatego też teza, że to dobrze, że kobiety mniej dbają o siebie jest nieco kuriozalna. Chyba, że uważa Pani, iż na tle tłustych włosów i podartych ciuchów czar intelektualny wyraźniej błyszczy 🙂
      „Faceci trzymają ze sobą, myślą, że są najmądrzejsi, a „baby są jakieś dziwne””
      A nie są? To zupełnie inny świat i nigdy nie będziemy rozmawiali tym samym językiem. Z ręką na sercu, ile razy Pani i pani koleżanki spotykają się z sytuacją, że coś dla was oczywistego, niepodważalnego nie znajduje ani grama zrozumienia u faceta. Co o nim wówczas myślicie? Że jest fajny, bo myśli inaczej?

      „(…)wpływ na pozostałych, wymogi, oczekiwania(…)” – czyli, że co, negatywny wpływ osób homo/trans na pozostałych? „Zarażają” orientacją?

      Naprawdę to Pani wyczytała z tego zdania? Trudno pojąć, że inne oczekiwania i inną sytuację generuje związek dwóch gejów niż związek heteroseksualny? Czy ja pisałem cokolwiek o zarażaniu orientacją? Kiedyś w ramach KPH oplakatowano kraj zdjęciem dwóch facetów trzymających się za ręce z podpisem – czy naprawdę jesteśmy inni? Tak, naprawdę są inni. I wymagają inaczej skonstruowanego prawa, innych obowiązków, mają inne możliwości. I o tym piszę a nie prowadzę jakiejś wyimaginowanej homofobicznej kampanii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *